niedziela, 28 października 2007

Underground noir expirence


O tym jak zwykła, głupia żądza przeżycia człowieka pierwotnego ograniczyła i ujęła w formę umysły uczonych kościołów całego świata i wpłynęła na mentalność milionów czyniąc ją powolną dziejowej spuściźnie.


moment:[ja ciebie też]

piątek, 12 października 2007

Prawda umiera dwa razy


Mistrzu, co dawno już leżysz w swym grobie
Spojrzałeś w oczy tytana sklepienia.
Kim byłeś tam, kiedy ja przy Tobie
Truchleniem zakryłem powieki cierpienia?

W ciemność zapadłe
Z ciemności powite
Ciemnością wyblakłe
I w ciemności ukryte.

Runęły powały, czar nocy wyryły
W Twą duszę jasną, nieskalaną snami.
Widziałem. Cóż w sercu moim odbiły?
Stanęły, o Mistrzu, cierniem między nami.

W ciemność zapadłe
Z ciemności powite
Ciemnością wyblakłe
I w ciemności ukryte.

Kim byłem, gdy padając ze łzami,
Prosiłem tego, co włada niemocą,
By mnie poniósł pod swymi skrzydłami,
A on ojcowską poradził pomocą?

I w ciemność zapadłem
Z ciemności powity
Ciemnością wyblakły
I w ciemności ukryty.

Czemu opuszczony i porwany przez Ciebie,
Ciągniony w odchłanie silnymi więzami,
Co krwią płaciły, gdyś Ty był w potrzebie,
Spadałem, możnością nietrwałą spętany?

I w ciemność zapadłem
Z ciemności powity
Ciemnością wyblakły
I w ciemności ukryty.

Słabość mą bronią, słabość mocą wielką,
Nie własna, lecz wzięta, obrócona w całość.
Nie zginę, nie moja dola pierwszą,
Co owocem zwycięstwa nagradza wytrwałość.

Ciemności zapadłe
Ciemnością powite
Ciemności wyblakłe
Ciemnością ukryte

Mistrzu, czyż onym jesteś nad Pany?
Nie powiesz. Wybrałem dziś los wygnańca,
Ten w jednym dole grzebie nasze mary.
Czekam. Czekam Twego snu...

wtorek, 9 października 2007

Ofiara


Padłem ofiarą własnej nędzy. Nędzy czynu. I nędzy bezruchu. Zdałem sobie sprawę, że ja upraszczać i okrajać, omijać i opuszczać, okrążać i przeskakiwać. Ale czyż nie chodzi o to, by prostą drogą? Czy żyć, by nie analizować zła i toczyć fortunę byle po horyzont? Uproszczenia. A te wynikają czasem z przystosowania do konwenansu. Moja dusza to punk, choć nim nie jestem. Paradoks. Paradoks, bo zawsze zwolennikiem byłem prawdy czystej wobec siebie. I nagle zdobycie się na obchodzenie. Dostałem się w niewolę.
Ogranicza mnie... nieograniczenie moich możliwości. To ile mogę, przytłacza to, co mogę. Chyba więc pozostaje być niewidomym, nie wyglądać poza "teraz", bardziej myśleć o "jest", niż o "będzie". Patrzeć, ale patrzeć patrząc, nie - oglądając i raczej nie ogarniając. O mądrości! Z wielkości wyrasta niemożność.

niedziela, 7 października 2007

Cold side of Hell


Bose stopy. I piasek między palcami. A w oczach... W oczach myśl oswaja zderzenie odmętu i sklepienia. Nie zastanawiało mnie nigdy to, jak mogę rozdzierać te przestrzenie. Nie zastanawiało poczucie teraźniejszości. Teraz? Na popiołach zbudzenia staram się odbudować spokój. Daremne. Nauczyć się nowej rzeczywistości. Niemożliwe. Tak myślisz? Tak myślałem... Piasek przylgnął do stóp, zrobiło się zimno. Wtedy pomyślałem, że kocham wiatr, a on do mnie przyszedł. Zawsze wiedział. Nie zapomnę przejmującego chłodu zadymionych ruin korzeni. Powyrywanych drzew. A potem ciepła ich umierających ciał. Ciepła, które wyryło chłód w mej pamięci. Stało się czymś, dzięki czemu mogę spojrzeć i zobaczyć.

A skoro już żyć będziemy wiecznie,
Postawmy stopę i na tej Ziemi.