
Mistrzu, co dawno już leżysz w swym grobie
Spojrzałeś w oczy tytana sklepienia.
Kim byłeś tam, kiedy ja przy Tobie
Truchleniem zakryłem powieki cierpienia?
W ciemność zapadłe
Z ciemności powite
Ciemnością wyblakłe
I w ciemności ukryte.
Runęły powały, czar nocy wyryły
W Twą duszę jasną, nieskalaną snami.
Widziałem. Cóż w sercu moim odbiły?
Stanęły, o Mistrzu, cierniem między nami.
W ciemność zapadłe
Z ciemności powite
Ciemnością wyblakłe
I w ciemności ukryte.
Kim byłem, gdy padając ze łzami,
Prosiłem tego, co włada niemocą,
By mnie poniósł pod swymi skrzydłami,
A on ojcowską poradził pomocą?
I w ciemność zapadłem
Z ciemności powity
Ciemnością wyblakły
I w ciemności ukryty.
Czemu opuszczony i porwany przez Ciebie,
Ciągniony w odchłanie silnymi więzami,
Co krwią płaciły, gdyś Ty był w potrzebie,
Spadałem, możnością nietrwałą spętany?
I w ciemność zapadłem
Z ciemności powity
Ciemnością wyblakły
I w ciemności ukryty.
Słabość mą bronią, słabość mocą wielką,
Nie własna, lecz wzięta, obrócona w całość.
Nie zginę, nie moja dola pierwszą,
Co owocem zwycięstwa nagradza wytrwałość.
Ciemności zapadłe
Ciemnością powite
Ciemności wyblakłe
Ciemnością ukryte
Mistrzu, czyż onym jesteś nad Pany?
Nie powiesz. Wybrałem dziś los wygnańca,
Ten w jednym dole grzebie nasze mary.
Czekam. Czekam Twego snu...
