poniedziałek, 16 lipca 2007

Kompot psychiczny


Kompot psychiczny czyli alternatywa
dla równowagi.
Czyli refleksja
siedzącego nad koszem
na śmieci,
do którego przechodnie wrzucają skórki
od bananów.
Bananowe deja-vu.

Zaskoczyła mnie cisza
za moimi plecami.
(Przechodniu, tylko się nie zatrzymuj)
Cisza.
I nocy katowickiego dworca.
Na jej scenie (ścianie?) umierają kolejne księżyce.
Nasze.

A dziś śniła mi się obojętn(ość).

Pierwszy koniec

I tak cała retrospekcja zamknęła się 15 lipca. Zabrakło trzech wpisów. Pierwszego - "Wyznanie upiora", gdyż uznałem, że odbijał się stylem od reszty. "Throw it out", gdyż straciłem jego zapis. No i "Kompot psychiczny", gdyż postanowiłem przerobić ten wiersz (najlepszą wersję również straciłem), mając na uwadze to, że był on już częścią nowego czasu. A przecież nowy czas widać już we wcześniejszych wpisach, choćby "Znam siebie dobrze..." czy "Żyjemy w najlepszym ze Światów". Tak, ale to tylko zapowiedzi. Nie mogę tego tak jasno rozgraniczyć (chociaż w sumie po co ja się w to bawię). Fakt faktem, że przesiadka przypadła na moment wręcz idealny, żeby się od czegoś odciąć. No może nie "się odciąć", ale oddzielić okresy. Dzisiaj po prostu będzie naturalniej. No to chyba tyle ze strony technicznej. Nie wiem czy dzisiaj się będę jeszcze za coś zabierał, zobaczymy. A "nowy czas" może kiedyś zdefiniuję.