wtorek, 9 października 2007

Ofiara


Padłem ofiarą własnej nędzy. Nędzy czynu. I nędzy bezruchu. Zdałem sobie sprawę, że ja upraszczać i okrajać, omijać i opuszczać, okrążać i przeskakiwać. Ale czyż nie chodzi o to, by prostą drogą? Czy żyć, by nie analizować zła i toczyć fortunę byle po horyzont? Uproszczenia. A te wynikają czasem z przystosowania do konwenansu. Moja dusza to punk, choć nim nie jestem. Paradoks. Paradoks, bo zawsze zwolennikiem byłem prawdy czystej wobec siebie. I nagle zdobycie się na obchodzenie. Dostałem się w niewolę.
Ogranicza mnie... nieograniczenie moich możliwości. To ile mogę, przytłacza to, co mogę. Chyba więc pozostaje być niewidomym, nie wyglądać poza "teraz", bardziej myśleć o "jest", niż o "będzie". Patrzeć, ale patrzeć patrząc, nie - oglądając i raczej nie ogarniając. O mądrości! Z wielkości wyrasta niemożność.