poniedziałek, 20 sierpnia 2007

Niemoc i Niewypowiedziana-a-objawiona


Popękała dziś moja niemoc. Chyba tylko ona potrafi tak pękać. Dokonać autodestrukcji, by stworzyć opus magnum. Zazdroszczę. Moje idee spłonęły, albo okazały się czyjąś własnością. Została tylko jedna, jedyna... jedenasta. Wybrana i odrzucona. Ale tylko na chwilę. My to wiemy. A "My"to... To znak, że warto ginąć. Pękać. Kruszyć. Wydobyć... Zjeść. Nie chcę umierać za pacyfizm. A skoro nie potrafię inaczej niż mówić to... Zginąć lepiej niż zwyciężyć. Wielkie dzieła płoną, a mistrzowie gniją w trumnach. O czym to ja mówiłem?

Kult Księżyca (Gdzieś na autostradzie)


Odpadnięcie głowy. I znów odpadnięcie. Tym razem odpadnięcie ręcyma. Ale też głowy. Nie, ja nic nie piłem. Odpadywam sobie. Ręce pchają mnie ku mojemu własnemu Światu. Moje własne. Oglądam. Patrzę i patrzę i widzę i widzę. Dłonie. To tak jak wtedy, kiedy czuję się zajebiście źle, ale nie z tego powodu co zwykle (jakkolwiek byś nie myślał - źle myślisz). Źle myślę. A kiedy źle myślę, jestem taki jak zwykle. Zwykły. Chciałbym znowu być(co ja mówię?). Mówię o zwykle. Staję się tym, czego nie umię, żeby móc potrafić. Czyli nic się nie zmieniło.


Jeszcze trochę i nie będę wiedział.

wtorek, 14 sierpnia 2007

Z dziś (korzenie)


I znów wracam swą pamięć ku lepszym czasom. Czasom, gdy powszedniość taką właśnie była, a to co dziś nazywam złym, stawało się fundamentem mojego „ja”. Czy zatem wyrzekłem się przeszłości? Czy teraźniejszość zagłuszyła już to, co minęło? Nie. Nie. Patrzę z taką samą pasją, słucham i czuję przebiegające po moim ciele dreszcze. Jak wtedy. Pamiętasz? Byliśmy. Jak... Teraz już wiem. Właśnie – teraz. Może to dobrze, że nie wiedziałem. A wszystko, co się robi wcześniej, robi się uczciwiej. Dziś nie żałuję. W sumie tylko to chciałem powiedzieć.
Rozliczenie.

czwartek, 2 sierpnia 2007

Płacz


Głupcyy, Ślepcyyy, Czarodziejee...
Wy.
Zginiecie.
Wy.
Zginę i ja... (płacz, jesteś obłudnikiem)

Myślałem o tym,
Zdrapując tynk z przydrożnej kapliczki

Białe paznokcie.
Biała kapliczka.
Szara dusza.
Szara duszyczkaa...

Drzewo Życia


A kiedy i nas opęta,
Swoboda milczenia,
Tam, w ziarnku piasku zwanym Ziemią.
Zobaczmy, jak jest naprawdę.
Cicho.
Może to dlatego łatwiej powiedzieć,
Że jesteś inteligentna,
Niż to, że piękną jesteś.
A skoro już żyć będziemy wiecznie,
Postawmy stopę i na tej Ziemi.

Razem żyć będziemy wiecznie.

Księżycowa ławka część I - Ja


Z kukułczego gniazda uciekły ostatnie Księżyce.
Marzenia.
Tak, to znowu ja,
Odgrzebuję siebie
W stosie tautologicznych pleonazmów.

I jak dawniej jestem czymś,
Co tak naprawdę już było.
Nie potrzebuję pamięci,
I ona zapomniała.
Nie jestem taki jak wczoraj,
Nie będę taki jak dziś.

Wciąż tylko zdrapuję farbę z drabiny do Nieba.
Czekam na jutro.
A ono,
Ono nigdy się nie kończy.