
Z kukułczego gniazda uciekły ostatnie Księżyce.
Marzenia.
Tak, to znowu ja,
Odgrzebuję siebie
W stosie tautologicznych pleonazmów.
I jak dawniej jestem czymś,
Co tak naprawdę już było.
Nie potrzebuję pamięci,
I ona zapomniała.
Nie jestem taki jak wczoraj,
Nie będę taki jak dziś.
Wciąż tylko zdrapuję farbę z drabiny do Nieba.
Czekam na jutro.
A ono,
Ono nigdy się nie kończy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz