
A dzisiaj przejmuje mnie strach. Ma duże, zielone oczęta i miłe, kosmate futerko. Kiedy jednak siada na moich plecach, staram się zapomnieć o jego ostrych pazurkach. Lubię go, ale tylko w takiej postaci. Bo czasem strach potrafi być śliskim robakiem zżerającym wnętrzności, bezlitośnie wsysającym moje biedne, nieświadome zagrożenia organy. A wtedy okropnne, świdrujące przeczucie braku bezpieczeństwa, obezwładnia mój umysł i, cholera, ja nie wiem skąd się bierze. Ale jest coś jeszcze gorszego - krwiożercza włochata bestia, która połyka cię w całości. No tak. Ale tu przynajmniej mam pewność co do gruntu, na którym stoję. Pewien rodzaj komfortu? Powiedziane na wyrost.
A teraz... zapomnij, co powiedziałeś. Otwórz oczy i zamyśl się.
