
Posłuchajcie, jak umierało we mnie dziecko.
W godzinach westchnień
I minutach napięcia.
W momentach ciszy
I chwilach przerażenia.
Krzyczało - późno już.
Czas wracać do domu.
Czas.
Posłuchajcie, to serce.
Skrzypieniem przypomina, że jeszcze jest.
Nie przelało czary marności -
Nie krzyczy.
Nie pamięta.
Posłuchajcie, jak w was umierało dziecko.
W poplamionej świadomości
I nudzie sobotniego kina.
W dziurawym płaszczu rozterek
I banale wytartej koszuli.
Chodź, dziecko, na obiad,
Dziś zupa z rdzy i gniewu.
Posłuchajcie. Czas zatarł różnicę.
Błogosławionym jestem,
Jeśli kłamię.
8 XI 2007

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz