
Spoglądając w to lusterko, dokonałem tragicznego wyzewnętrznienia.
Ja - klient handlarzy snów i cienistych marmittes,
w salonie umarłych poznałem prawdę:
(panie Verlaine, panie Rimbaud)
jesteśmy wszyscy w sobie ubrudzeni,
a wiara nasza wisi na włosku łysej pały w ciemnym okopie.
Panowie, nie próżnujmy. Tańczmy. Śnijmy snami i bawmy się karuzelą nieporadności.
Czołgajmy się pod gwiazdami, niech rynsztokowe kołysanki tulą nas do snu.
Znajdą się i dla nas bardziej tłoczne miasta.

1 komentarz:
ubrudzeni sobą ludzie koszmaru, sen się zaczyna kiedy się budzę, to nazywam pięknem. Kiedy nikt mnie nie widzi we śnie. Kiedy mnie nie ma. Kiedy jestem.
Prześlij komentarz